niedziela, 15 kwietnia 2012

Okruszki w nowym domu

Pudła nie wypakują się same... niestety. Ale Antoniemu to jak widać nie przeszkadzało - dzielnie i z gracją przyjął 40 pudeł i zakomenderował, że to jest nasz "nowy dom". Ciekawe na jak długo (tfu!)...
Meble z IKEI mają to do siebie, że może je złożyć nawet dwulatek. Przetestowane. Jeszcze się nie rozleciały.
Muzeum z dziełami lokalnych artystów w Wageningen. Eksponaty można było dotykać, można było się na niektóre wspiąć, a niektórych nawet posłuchać. Dobry dzień, kolejny już taki dobry.
W muzeum Antoni odnalazł to. Stwierdził, że to jest pies. I poszedł go pogłaskać.
Zmywarka w "nowym domu" - jeden z ulubionych sprzętów Antoniego. Tak w ogóle to czujemy się trochę jakbyśmy mieli sprzątaczki w domu - ubrania do pralki, gary do zmywarki, a my tylko chodzimy i naciskamy przyciski... hmm...
Pozostałości rozpakowywania pudeł też przyniosły jeszcze trochę dodatkowej radochy.
W Krakowie z Wujkiem Jankiem i Ciocią Sarą :)
Antoni i miasto. Miasto z okna to dobre miasto, bo i samochodów dużo (niektóre 'tawane', inne 'juśte', jeszcze inne 'baje'), 'adofę' (autobus) można czasem wypatrzyć, a nawet raz na jakiś czas i karetka przejedzie i 'kugakiem' (kogutem) zamiga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz